a jak jest gorąco…

… to wiadomo że i w kuchni się robić nie chce, a i jeść nie za bardzo, no ale jak już trzeba coś zrobić to może gazpacho, czyli chłodnik z Andaluzji. Zupa biednych czy pasterzy czy robotników, która w pierwszej swej odsłonie składała się z wody, oliwy i chleba. Teraz wersje warzywne można również, wedle uznania, wzbogacać jajkiem na twardo, oliwkami, orzechami, w niektórych rejonach Andaluzji nawet dodawany jest sok z pomarańczy, a w niektórych nie dodaje się pomidorów, a czasem nawet i wody. W każdym razie dobrze aby składniki były bardzo dobrej jakości. Wiadomo.

Gazpacho.

  • 1 biała bułka czerstwa lub suchar
  • 6 łyżek oliwy z oliwek
  • 4 łyzki czerwonego octu winnego
  • 3-4  ząbki czosnku
  • łyżka mielonej słodkiej papryki
  • 4 duże dojrzałe pachnące pomidory
  • 1 czerwona cebula
  • 2 papryki czerwona i żółta
  • 1 duży zielony ogórek
  • 1 świeża lub suszona papryczka chili
  • kilka dużych liści bazylii ( można też dodać mięte)
  • 2 szklanki zimnej wody
  • 3 kromki czerstwego chleba skrojonego na grzanki

Do garnka lub miski wlać olej, ubijać trzepaczaką dodając ocet i sól, aż powstanie aksamitna zawiesina. Wsypać paprykę i skruszony środek czerstwej bułki i wymieszać dokładnie. Do miski dodać pomidory sparzone, bez skórek i bez pestek. Rozdrabniamy w mikserze obraną cebulę  i czosnek,. Dodać do pomidorów. Kolejno rozdrobnić obranego ogórka, paprykę, chili i dodać do reszty składników. Wrzucić bazylię i zmiksować w garnku, ale krótko i niestarannie. Doprawić solą i pieprzem. Dodać wodę, wymieszać, wstawić na 2 godziny do lodówki by smaki ładnie się ze sobą przegryzły. Przygotować grzanki, uprzednio je podsmażyć na patelni, oliwie i ew. czosnku. Podawać na wierzchu usypane grzankami, drobno zsiekanym ogórkiem, papryką lub oliwkami.

Okolice Mazowieckiej.

To był piątek, od rana chmurno ale nagle o 15 wyszło słońce i spiekło blade policzki. Znaleźliśmy się z Ignacem w samym środku miasta i gwaru naszej uroczej stolicy wschodu Europy. Na bilecie parkingowym czasu było nadto więc koła kreśliliśmy leniwie i mrużyliśmy, lekko otępiałe ilością światła, oczy. Ogarnął mną duch zen, spłynął z neonu i okręcił się wokół nadgarstka. Zapachu nie było, jak w kinie, nawet kebabowe krwawe maczugi nie wydzielały swądu palonego ciała, spaliny niknęły w asfalcie, drzewa szeleściły na zielono. Popołudnie lizało uszy i szybko wsiąkło w ciepły wieczór. I nieskomplikowanym  komórkowym pstrykiem zapisałam sobie tę godzinę w centrum

pesto day

A zielono się zrobiło to i zielono mi… szpinak młody wypina się ze skrzynek pękato, więc kupiłam kilo i pesto szpinakowe ukręciłam. Kolor był zdumiewający, bo taki zielony intensywny soczysty; wyborny jest do kanapek z czerstwego ciemnego chleba a i do chrupkiej bagietki też, no i do oblepienia rurek makaronowych. Czerwony nie mniej urodziwe na talerzu, lekko pikantne, pachnące piniowymi orzeszkami, też zastosowanie różnorodne.

Zielone PESTO:

  • makaron penne, pół paczki, może być pełnoziarnisty
  • 3 duże garście świeżego młodego szpinaku
  • 3 łyżki orzechów włoskich lub pinii, albo i to i to
  • 1 ząbek czosnku
  • pół szklanki oliwy z oliwek extra virgin
  • 1 filiżanka startego sera typu Parmezan, Pecorino Romano lub Grana Padano
  • pół łyżeczki soli
  • świeżo zmielony czarny pieprz
  • garść liści świeżej bazylii

Makaron należy ugotować al dente oczywiście 🙂 Resztę składników zmiksować, ale pozostawić ser do posypania. W garnku po makaronie wlać  łyżkę oliwy, podgrzać, makaron wrzucić i pesto, razem podsmażać chwilę. A potem sypnąć serem. Jeśli zostały pinie to dodać na wierzch.

Czerwone PESTO (pesto rosso):

  • makaron wstążki ( ja użył am zielonych, ziołowych)
  • pół szklanki suszonych pomidorów w zalewie oliwnej
  • 3  łyżki orzeszków pinii
  • 2 ząbki czosnku
  • pół szklanki startego parmezanu
  • pół szklanki oliwy z pomidorów suszonych
  • pół puszki pomidorów w sosie pomidorowym
  • 1 łyżka ostrej paprykowej oliwy z oliwek
  • garść liści bazylii
  • pół łyżeczki soli
  • szczypta czarnego pieprzu

Jak wyżej, czyli miksowanie. I zajadanie. Się.

Huta A.D. 2010

majowe chłodne dni… śliwa lekko pąki rozchyliła, jabłonie jeszcze białe płatki miały schowane, słońce nieśmiałe, schowane… tylko świat zwierząt mocno już zapracowany, pszczoły przynoszą nektar z pierwszych wiosennych kielichów, a ptaki trelują, kokietują, wybierają, budują, moszczą się… wiadomo, a przy tym śpiewają że jejkujej… bociany klekoczą, wyginają szyje, czaple siwe majestatycznie tną niebo, jastrzębie na polach czatują, skowronki siwe, szare kulki nad świeżo wzruszoną ziemią, na ziarno czeka.

warszawa centrum świętokrzyski zgiełk

I tak sobie wędrowalismy, za saskim spacerowo wiosennie nie-śpiesznie, na falafela poszliśmy. Ulubiony arabski z węglowym piecem juz nie działa przed wyburzaniem, zostały jeszcze dwa, całkiem może być. Atmosfera przykurzona, cuchnąca, upstrzona kulawymi gołębiami, pohukiwaniem czerwonotwarzych lumpów. Szybko sobie poszliśmy, w głowie ciekawie w przyszłość wybiegałam, jak bedzie tam przy muzeum… hmm…. a Ignac spał rozkosznie.

Ignacy Antoni

Ignacy na świecie

10 lipiec 2009 g. 11:47

wielkie szczęście wielka radość

Risotto z młodymi…

Jest lato. Jest czerwiec. Choć kaprysi chmurą, wodą, zmiennością prawie marcową to na targach, straganach, warzywniakach rozgościły się warzywa pyszne.
I jest bób. I młoda marchewka. I krągły zielony groszek. I jest pomysł na lekkość i kleistość jednoczesną, czyli risotto.

Risotto wiadomo… troche finalnie nieciekawie kusi konsystencją, ale aromat pachnący mocnym aromatem parmezanu wynagrodzi wygląd. Do tego chrupkie warzywa i radosne kolory. Ryż specjalny arborio: krótkie, okrągłe ziarna, nie płucze sie tej odmiany, ma uwolnić skrobię podczas gotowania, która wszystko później zlepi i zagęści. Podstawa do gotowania aromatyczny bulion, wiadomo: wegetariański 😉

Potrzebne będzie:

  • szklanka ryżu (np. Gallo)
  • 1 cebula pokrojona w krążki
  • pół szklanki groszku
  • pół szklanki obranego bobu
  • 3 młode marchewki
  • 2 łyżki startego parmezanu
  • 1 litr mocnego bulionu
  • 1 łyżka śmietany 18 %
  • oliwa z oliwek, masło, sól i pieprz

W garnku o grubym dnie rozgrzewamy łyżke oliwy i lekko podduszamy cebulowe krążki. Dodajemy suchy ryż, podsmażamy do przezroczystości mieszając. Wlewamy szklanke bulionu i gotujemy przez 20 minut, dolewając po trochu bulionu za każdym razem jak ryż go wchłonie. Marchewkę obieramy, kroimy w kostkę i na patelni podsmażamy na łyżce oliwy z łyżką masła. Po kilku minutach należy dodać groszek i bób, podlać szklanką wody i gotować ok. 5 minut. Następnie mieszamy warzywa z ryżem, dodajemy śmietanę i starty ser. Posmakować. Posolić i popieprzyć jak trzeba. Dla kruchości można dodać podprażone orzeszki pinii lub słonecznika.

słoneczne wstążki

Jestem wielbicielką makaronu. Pszeniczne złote kokardki, skręcone fusilli, zielone gniazdka tagliatelle,

drobne poduszeczki tortellini z subtelnym środkiem, brzuchate cannelloni, i karteczkowe płaty lasagne sprawiają że wyobraźnia pulsuje mi słońcem. Najdoskonalsze są długie nitki spaghetti.

Pierwsza zasada. Najlepszego sortu. Włoskie, z dobrej mąki pszenicy durum. Ugotowane jędrnie, spójnie, opornie do gryzących zębów. Najprostsze: polać zieloną, dobrej jakości oliwą z oliwek. Bez cierpkości, z aksamitem. Do tego pióra twardego, ostrego, intensywnego parmigiano reggiano i gotowe.

Dla niektórych zbyt proste. Ale jest przyjemność w prostocie wciągania oblepionej serem niteczki.